Powiem szczerze, że jakość dzisiejszych produktów RTV/sprzętu komputerowego jest zaskakująco niska. I nie chodzi mi tutaj o jakość wykonania, bo design sprzętu jest co raz bardziej “chłodny” i miły dla oka, ale o niezawodność i bezawaryjność.
Historia pierwsza.
Kuzyn mojej żony, zainwestował na początku czerwca w telewizor nowej generacji. Full hiper HD Ready. No prawie bo 720p, ale naprawdę kozacki. LCD SHARP 32 cale. Świetny design, jakość obrazu ścinająca soczewki w oczach i do tego Playstation 3 obok (damn you!
). Telewizor kosztował 2 i pół tysiąca złotych. Czyli solidna średnia półka LCD. Nowy.
No i tutaj historia robi się smutna, ponieważ cud technologiczny wysiadł po dwóch miesiącach użytkowania i już drugi raz jest w naprawie. W serwisie Poznaniu czy gdzieś, a kuzyn w Słupsku. I tak już prawie trzy miesiące kręci się koło… Naprawiają, kuzyn psuję w dwa dni, miesiąc serwisu ![]()
Historia druga
Dostałem nowiutkiego laptopa firmy Toshiba. Mega Hiper Duper Kosmiczny. Tzn taki za 4 i pół tysiąca złotych. 17 cali, Intel Core Duo 1.7 GHz na rdzeń, czyli 3.4… HDD 250GB (słodki Jezu, jak to zmieścili?), 2GB RAM (!), DVD, Wi-Fi, kryształ matryca. Przemasakra. I co? Zmarł nagle, po trzech miesiącach normalnego, biurkowego użytkowania. Ot system stanął, ekran zgasł. No masakra. God damn it! Siedzi gdzieś w serwisie na reanimacji.
Dodam, że miał na pokładzie preinstalowanego monsterka o nazwie Vista. Dwa miesiące czekałem aż pojawią się sterowniki pod XP, żeby jak najszybciej powrócić do normalności… Ale to historia na osobny wpis.
No niech ktoś mi powie…
o co tutaj chodzi? Felerne egzemplarze? Nope. Kiepskie marki? Nope. Może chodzi o złożoność wykonania i bardzo skomplikowaną technologię produkcji. Nope. A może w obu hostoriach nie przestrzegano prawidłowych zasad użytkowania sprzętu? Nope. Żeby to był sprzęt Deawoo, czy laptop Aristo (też mam historyjkę
). Ale Sharp? Toshiba? Przecież to potentaci na rynku.
Sam nie wiem. Szokuje mnie to
Szczególnie kiedy pomyślę, że właśnie pracuje na lekko zmodernizowanym sprzęcie, który kupiłem jakieś siedem lat temu (!), a który odmówił posłuszeństwa 2 razy (raz monitor i raz płyta główna). To daje raz na prawie 4 lata.
Morał z tego mojego myślenia jest taki, że choćby nie wiadomo jaka była cena, atrakcyjnie niska, czy ekskluzywnie wysoka, nie kupujuemy sprzętu bez gwarancji.
Tags: awaryjność, sprzętu
Napisz komentarz