Dopiero co urlop się zaczął, a już się kończy. Dwa tygodnie. Dwa słodkie tygodnie. Ostatnie godziny nic nie robienia i jutro pobudka o 7:00.

Damn. Damn damn.

Prawdę mówiąc, dopiero kilka dni temu zacząłem urlop odczuwać – krew zaczęła wolniej płynąć, a siwizna się cofać. Na twarz wracać zaczął uśmiech i zaczynałem się odgarbiać ;) No cóż, nic nie trwa wiecznie. Back to reality. Akumulatorki jednak podładowane i można iść dalej.

Od dwóch tygodni nie oglądałem wiadomości i muszę przyznać, że nawet nie mam ochoty sprawdzić co się na świecie, w kraju czy w polityce wydarzyło. Najważniejsze, że LHC (Wielki Zderzacz Hadronów) CERN ruszył i nie doprowadził (jeszcze) do unicestwienia planety :]

Post-urlopowa fotka (żeby nie było, że słońca nie było):

Napisz komentarz

*
*