Archiwum kategorii: o Nas

Wyszło słońce, skoczyła temperatura. Szczecin poczuł wiosnę. Masowa migracja ludności z miasta do lasu i nad jezioro. Pospolite ruszenie poobiednie :) Na szczęście my wybraliśmy się w tereny zielone przed południem. Kto by przypuszczał, że Szczecin jest tak spragniony słońca, wody, drzewek, liści i ptaszków ;)

I wszystko fajnie, tylko czemu wszyscy na raz samochodami nad to samo jeziorko. I czemu spora część ludzi oddala się od aut na nie więcej niż 5 metrów, czyli do grilla robiąc wielki grillowy parking pełen dymu i kurzu…

Popatrzcie jak to wygląda. Pierwsze zdjęcie należy powielić x50. Tak długi był sznur samochodów. No czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Mamy to na filmie.

So it’s been a while… Troche czasu minęło od ostatniego postu. Nie to żeby nie było o czym pisać, ale wena zmienna jest.

Tak więc co nowego? Przede wszystkim skasowany samochód. Aha, tak właśnie. Wracaliśmy ze świąt pod koniec grudnia i na początku Szczecina, wkleiła się w nasze UNO kobieta prowadząca jakiegoś nowego opla, peżota czy coś. Wjeżdżała z drogi podporządkowanej, nie spojrzała w prawo, my mieliśmy zielone, było ciemno. Przywaliła w nas tak, że znaleźliśmy się na drugim pasie, a właściwie w połowie na poboczu. Na szczęście wszyscy cali. Oprócz wozu, którego już nie opłacało się naprawiać i został sprzedany na części za 500 zł. Całe zdarzenie miało miejsce na początku Szczecina na Struga.

Policja, nerwy, afera z brakiem dokumentów… Tak, raz w życiu jechałem bez dokumentów (tj. bez prawka, OC i dowodu rejestracyjnego), które gdzieś się zawieruszyły przy świątecznym pakowaniu. Dlatego właśnie całą drogę starałem się jechać maksymalnie przepisowo, nie śpieszyć się itd. itp. No i masz. Sprawdziła się zasada, że nie ważn, czy jedziesz przepisowo, droga i tak nigdy nie jest pewna, bo może nawalić drugi kierowca. I nawaliła.

Najlepsze jest to, że kobieta najpierw uderzyła na czerwonym w jeden samochód, wezwali policję i chciała zjechać na parking. I wjechała w nas. I to nie był jej samochód. Właścicielka siedziała obok. Za przeproszeniem - ja pierdole. Nie wiem kto miał większego pecha - my jadąc przepisowo, żeby uniknąć takiej sytuacji, czy ta rozpłakana kobieta jeżdżąca jak jej się podoba…

Potem cała przeprawka z policją, bo brak dokumentów. Żonka w taksówkę do domu na poszukiwania, które nie mogły się udać, bo jak się okazało, papierki były cały czas z nami w plecaku między gazetami. Tak… Dzizus! 150 zł mandatu, wizyta na policji i wyjaśnienia. Trzy strony protokołu zapisanego drobnym maczkiem (współczucia dla pana policjanta wypisującego), półtora godziny.

Później lawety, wizyta w Filar (firma w której sprawczyni miała OC), niezbyt przyjemna i pomocna obsługa klienta. Minimalna kwota odszkodowania, masa nerwów i przepraw telefonicznych, bo czemu tak mało - 3000 zł…

Na szczęście cała ta historia dobiega do umiarkowanego happy endu. Przyszło odszkodowanie, samochód sprzedany na części, wyrejestrowany itd. Pozostało wyciągnąć z tego filara jeszcze różnice w cenie auta po szkodzie, bo jak się okazuje zawyżyli o 1400 zł. Tak właśnie robią - zaniżają wartość auta przed szkodą i zawyżają wartość po szkodzie, żeby jak najmniej wypłacić. Szkoda, że nikt nie policzy wykonach telefonów, nerwów, straconego czasu itp. Eh.

Jeszcze likwidacja OC w PZU i poszukiwania nowego wozu. I znowu rejestrowanie ubezpieczanie, naprawianie, tankowanie. Bo lubimy się wozić :)
Nie życzę takich “przyjemności” nikomu.

Pocieszam się, że dobrze, że nie zatankowałem do pełna i nie umyłem go na święta…

W przyszłym tygodniu wyprawa do Berlina. Może znajdziemy tam z teściem coś ciekawego.

Mała wizualizacja tego co się stało:

Blogged with Flock

Tags: , ,

Przed wczoraj UNO zaliczyło wizytę w myjni samochodowej. Pierwszy raz w historii :) Tzn wcześniej też było czyszczone, ale okazyjnie kiedy była taka możliwość. A że mamy Megi, to auto wymaga częstszej “pielęgnacji” wnętrza.

Spośród wielu myjni w Szczecinie, ZUMI.pl podpowiedziało mi myjnię AUTO TODO. Zadzwoniłem, wypytałem czy ręczna czy nie i czy full service i ile za mycie z odkurzaniem. 30 zł. Cena przystępna, kontakt w porządku. Jadę.

Tutaj historia się komplikuje, bo zanim znalazłem “TODO”, to po drodze trafiłem do dwóch innych myjni będących w tej samej okolicy. Nie wiem, kto zamieszczał lokalizację “TODO” w ZUMI.pl , ale jest błędna o jakieś 0,5-1km! Także pokręciłem się troche w kółko, popytałem i w końcu trafiłem. Dla zainteresowanych prawidłowa lokalizacja.

Na miejscu nieduża kolejka - 15 minut czekania, potem 20 minut roboty i auto odświeżone. Sam czas oczekiwania można spędzić w poczekalni z gazetami i TV, czyli ok. Myjnia ma 3 stanowiska, robota idzie szybko.

Co do jakości czyszczenia, to jest dobrze może nawet bardzo, ale można lepiej. Gdzieniegdzie trochę niedokładnie. Jednak biorąc pod uwagę cenę 30 zł za solidne wysprzątanie auta oraz koszmar jaki przeżył sprzątający z sierścią Megi, można być naprawdę zadowolonym. Prawdę mówiąc wrażenie pachnącego auta, wypolerowanego pulpitu, deski rozdzielczej i błyszczącego drążka zmiany biegów jest bezcenne :)

PS.: chłopak, który musiał sobie poradzić z sierścią Megalona, przyszedł w połowie roboty do poczekalni, wziął butelke soku, pociągnął łyk i patrząc w TV rzucił, “Gdyby nie ta sierść…” hehe. Pokiwałem z empatią… znam ten ból ;)

PS.2: jako że UNO nigdy nie było takie czyste postanowiłem od tej pory wozić czworonoga w bagażniku i aż dziw, że dopiero teraz na to wpadłem - Megi też zadowolona - miejsca dużo, dobry widok, miejscówka ;)

Tags: , , , ,

Tak rzecze przysłowie. Ni to jesień, ni to wiosna, ni to zima. Dziś rano padał śnieg. Potem deszcz. Później się uspokoiło, a teraz leje jakby Noe miał ruszać w drogę. Dni mijają spokojnie, staż małżeński nam rośnie, kudłate dziecko przybiera na wadze i sile (taki psi pudzian… chyba musimy odstawić witaminki). Powoli zbliżamy się do końca studiów. Pierwsze kroki w pisaniu pracy inżynierskiej i takie tam. A przede wszytkim snucie różnych koncepcji przyszłości, analizowanie możliwości, ograniczeń, szans i zagrożeń. Swego rodzaju personalna analiza SWOT.

Spotkałem ostatnio znajomego z Darłówka. Wiecie, że większość moich tzw. ziomków wyjechała na wyspy albo jedną nogą już tam jest albo poważnie zastanawia się nad wyjazdem? No to i ja (a co za tym idzie i Żon) zacząłem myśleć… Zobaczymy co przyszłość przyniesie. Narazie cicho sza.

Ostatnio szanowny Pan wicepremier A. Lepper będąc u K. Wojewódzkiego pomógł wielu niezdecydowanym, stwierdzając: “Jak komuś się nie podoba, to niech spieprza”. No to spieprzamy. Hurtowo. Oj Polsko, Polsko…

Niecałe dwa miesiące temu, żonka postanowiła wykorzystać prezent od Mikołaja (2x psie książki) i wzięła się za edukację dziecka. Poniżej zarejestrowane przebieg egzaminu końcowego. Zaznaczam, że psina była zestresowana kamerą, stąd małe wachanie, ale obecnie śmiga siadanie, łapę (wysoko) i leżenie bez zastanowienia :)

Można już poczuć wiosnę. Temperatura powyżej zera, słońce, delikatny wiaterek. Brakowało rano tylko śpiewu ptaków, a sam zacząłbym pogwizdywać pod nosem.

Takiej okazji nie można marnować, więc wybraliśmy się z żonką na standardowy, popołudniowy spacer (1x dziecko, 1x aparat, 1x termos z herbatą, 2x prince polo) wokół jeziora Głębokie (od jakiegoś czasu nasza ulubiona trasa spacerowa w okolicach Szczecina). Poniżej zdjęcia jakie urodziło nasze SONY DSC-H2.

2007-02-25-spacer-glebokie-02.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-06.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-07.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-08.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-29.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-11.jpg
2007-02-25-spacer-glebokie-12.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-13.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-15.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-16.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-17.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-19.jpg
2007-02-25-spacer-glebokie-21.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-26.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-28.jpg2007-02-25-spacer-glebokie-25.jpg

W końcu udało nam się niedzielę uczynić niedzielą, czyli “nie - dzielić” jej z nikim i z niczym poza rodzinnym, a skonsumować między sobą :)

W tym celu wybraliśmy się całą naszą rodzinką (Żona, Mąż, Dziecko, Uno) nad jezioro Głębokie. Śniegu nie brakowało, tak jak i gorącej herbatki w termosie (nasz nowy, genialny nabytek). Niestety pod koniec dziecko nabroiło i teraz ma szlaban (czyt. kaganiec) do końca życia… Poniżej kilka zdjęć, a całość oczywiśćie na flickr.

2007-01-28-spacer-glebokie-22.jpg2007-01-28-spacer-glebokie-24.jpg2007-01-28-spacer-glebokie-26.jpg2007-01-28-spacer-glebokie-28.jpg2007-01-28-spacer-glebokie-27.jpg2007-01-28-spacer-glebokie-14.jpg